 Anna Wielebnowska |
28 sierpnia - Koszykarki Wisły Can-Pack mocno trenują przed zbliżającym się sezonem PLKK. Wśród trenujących jest również Anna Wielebnowska, której o tyle może być trudniej, że dopiero wraca do normalnych obciążeń po groźnej kontuzji.
- I rzeczywiście chwilami jest mi ciężko, bardzo ciężko - mówi Anna Wielebnowska. - Ale nie jestem tym zaskoczona, bo siłą rzeczy odstaję jeszcze fizycznie od koleżanek. Nie czuję też - jak my to mówimy - koszykówki, bo przecież przez ostatnie ponad osiem miesięcy nie grałam i nie trenowałam. Jestem jednak spokojna, bo z czasem wszystko się unormuje.
Wiślaczki trenują teraz systemem 2-2-1-2-2-1. W rytmie tygodniowym wygląda to następująco: poniedziałek - dwa treningi, wtorek - dwa, środa - jeden, czwartek - dwa, piątek - dwa, sobota - jeden. Wolna zostaje jedynie niedziela.
- I wtedy chce się tylko odpoczywać - stwierdza Anna Wielebnowska. - Zresztą podobnie jak w pozostałe dni, ale wtedy wykorzystuje się na to każdą, nawet krótką chwilę.
Poranne zajęcia poświęcane są głównie pracy nad przygotowaniem siłowym i wytrzymałościowym. Natomiast podczas popołudniowych treningów dominują elementy techniczne i taktyczne, ściśle związane z najróżniejszymi sytuacjami, mogącymi się zdarzyć na koszykarskim parkiecie. Wszystkie elementy muszą się jednak zbilansować - najlepiej wysoką formą i zwycięstwami już w trakcie sezonu, który dla krakowianek rozpocznie się 26.09, meczem o Superpuchar z Lotosem Gdynia.
- Na razie jestem zachwycona treningami made in Spain - dodaje Anna Wielebnowska. - Długo nie spotkałam się z tak profesjonalnie przygotowanymi i prowadzonymi zajęciami! W tych treningach jest wszystko - do tego stopnia, że aż chce się pracować na sto procent i nie przychodzi do głowy, żeby sobie poluzować. Chwilami mówimy między dziewczynami, że to jest jakaś magia, której jednak nie potrafimy bliżej zdefiniować... Dlatego systematycznie wzrasta mój optymizm. Przecież to dopiero początek współpracy z Hiszpanami, a jeśli tak dalej pójdzie, to najbliższy sezon może być bardzo, ale to bardzo interesujący!
Przyjemnie słucha się takich komplementów pod adresem szkoleniowców. I raczej nie są okazjonalne. Ostatecznie jeśli w Salamance wytrzymano z José Ignacio Hernándezem aż dwadzieścia lat...
>> źródło: Wojciech Batko - Gazeta Krakowska
(rob)